W skale, lodzie, śniegu, słońcu i mrozie Igieł Chamonix

KategoriaAktualności
Dodałjczech
Super okno pogodowe pozwoliło nam, czyli zespołowi w składzie: Kacper Tekieli (KW Trójmiasto),Jacek Żebracki (KS Kandahar, GOPR) i Jacek Czech (KS Kandahar, KW Katowice, SW „W SKALE”)na owocne 6-dniowe działanie na alpejskich drogach igieł Chamonix.


Nasza trójka na 3800 m

***

Złe dobrego początki. W niedzielę 17 lutego wczesnym popołudniem stoimy skąpani w słońcu na „Planie” i lustrujemy szybkie przejście 1000-metrowego Filara Frendo na Aiguille du Midi (3842 m).


Jacek i Kacper na stanie Filara Frendo 2800 m

Po biwaku, obok nieczynnego kiosku z pamiątkami, wstajemy o 3.00. Jest -12 st., a księżyc z gwiazdami rozjaśnia zaśnieżoną okolicę. O 6.30 Jacek zaczyna prowadzić dolne pola lodowe, które mieliśmy przemknąć niczym błyskawica. Jednak w wyniku wielodniowych opadów śniegu przykrywającego suchą skałę, przy jednoczesnych dużych mrozach, nie dostrzegliśmy lodu właściwie przez cały dzień. Śniegu było dosłownie po pachy.

Po 12 godzinach miotania się po rozległym filarze z podwiniętymi ogonami zaczynamy zjeżdżać, by o 23.00 wygodnie rozłożyć się pod gwiazdami w celu przekiblowania do świtu. Rano Kacper z worami kolejką, a ja z Jackiem na nartach zjeżdżamy do „Chamoniowa”. Po zaciągnięciu języka w „biurze przewodników” i nocy spędzonej w mieście, rano następnego dnia szturmujemy kolejkę, by powrócić na „Plan”.

W planie na „Planie” mamy drogę Rebuffat-Terray (V, 5M, 55O m), wyprowadzającą na Col des Pelerins (3278 m) od północy. Co planowaliśmy, to urobiliśmy; około 14 wyciągów, czym wyżej tym trudniej, mało lodu, dużo skały i śniegu, droga i okoliczności przyrody przepiękne. 8 godzin łojenia do przełęczy i 3 godziny nocnych zjazdów (na ostatnim wyciągu 1 x A0).


Kacper prowadzi drogę Rebuffat-Terray V, 5M, 55O m


Jacek Czech szczytuje nad chmurami Col des Pelerins 3278 m

Nocujemy w „chatce” pod kolejką i rano wyjeżdżamy na Aiguille du Midi. W kolejce jest -18 st., a słońce iskrzy się w kryształkach śniegu. My zbiegamy pod południową ścianę i napieramy na Cosmiques Icefall na Aiguille du Midi (200 m, III, 5, około 3750 m). Tutaj warunki są podobne jak na innych drogach; brak lodu w trudnościach, masa niezwiązanego obsypującego się, cukrowatego śniegu, słońce w oczach, małe igiełki w stopach i dłoniach, prowadzący się poci, a ci na dole „znają życie”.


Kacper dochodzi na Icefall Cosmiques (Aiguille du Midi)
200 m, III, 5, około 3750 m

Dziś kluczowy odcinek to 5-metrowy, pozbawiony lodu komin, tworzący mały okap. Pokonujemy go A2. 5 godzin do szczytu turni i 2 godzinki zjazdów z przygodami do „gleby”, w siarczystym wieczornym mrozie, daje się w znaki. Poganiani nocą wdzieramy się do „Simonda”, gdzie trząść się z zimna czekamy piątkowego poranka. Kacpra z worami odstawiamy do kolejki, a my z Jackiem „mkniemy” do Chamonix, około 20-kilometrowym zjazdem po lodowcu, w bajecznej scenerii.


Mkniemy niczym wiatr około 20-kilometrowym zjazdem po lodowcu, w bajecznej scenerii, do Chamonix

Jesteśmy dzięki Bogu szczęśliwi, zadowoleni, radośni, zmęczeni… Rozmawiamy z nowymi znajomymi o następnych wspinaczkach, kiedy do naszych twarzy zaczynają przyklejać się lekkie białe płatki. Góry zniknęły gdzieś za grubą warstwą szarych chmur, uśmiechamy się i pakujemy do auta – wracamy na Śląsk. „Cza chopie wracać do roboty”.

Sponsorzy:
My oraz nasze matki, żony i kochanki, coś obiecała PZA, dzięki Artur Hi-Mountain za „wór”.

Comments

comments