W skale i lodzie – udana Cordillera Blanca Jacka Czecha, Adama Bieleckiego i Jarosława Botora

KategoriaAktualności
Dodałjczech

               W związku z zamknięciem Tybetu przez Chińczyków, zdecydowaliśmy się na przeniesienie naszego wyjazdu (Jacek Czech – kierownik wyjazdu, Adam BieleckiJarosław Botor) do Ameryki Południowej w rejon Andów Peruwiańskich (Cordillera Blanca), jako wyprawy sportowej-centralnej Polskiego Związku Alpinizmu. Decyzja, jak się okazało, była słuszna gdyż planowane cele zostały zrealizowane.

Ekipa w pełnym składzie już na miejscu. Od lewej Jarosław Botor, Adam Bielecki i Jacek Czech

Wyjazd ze Śląska nastąpił 9 września i przez Warszawę, Paryż, Limę dotarliśmy już w piątek 11 września do peruwiańskiego Zakopanego, czyli Huaraz na wysokości 3100 m, które na czas naszego pobytu w Peru stał się bazą wyprawy.

Na początek odwiedziliśmy aklimatyzacyjnie dolinę Laguny 69, gdzie z buta zrobiliśmy około 1000 metrów przewyższenia dochodząc do prawie 4800 m n.p.m. (oj, głowa bolała).

Nevado Artensoraju – 6025 m n.p.m., ścianą południową, 16.09.2015, 8 godz. OS (cała akcja od namiotu do namiotu 15 godz.)

Po niedzielnych formalnościach, odpoczynku i pakowaniu w poniedziałek 14 września udajemy się do doliny Paron, gdzie na wysokości 4000 m.n.p.m. rozbijamy obóz.

Następnego dnia z pomocą tragarzy docieramy na lodowiec u stóp naszej  kinowej góry, gdzie na wysokości około 5000 m n.p.m. zakładamy obóz. Pakujemy nadmierną ilość sprzętu (głównie długie szable, śruby i trochę żelaza) i około 3:30 związani liną startujemy z pod naszego namiociku w kierunku góry. Dzięki Aniołom bezpiecznie docieramy pod szczelinę brzeżną i o 5:30 wbijamy się w wymarzoną ścianę.

Nevado Artensoraju – 6025 m n.p.m. /ścianą południową/-16.IX.15 r., 8 godz. OS (cała akcja od namiotu do namiotu 15 godz.)

Walczymy dzielnie i po 8 godzinach wspinaczki zakończonej przewieszonym nieasekurowalnym lodowo-śnieżnym progiem, ostrą granią oraz dwoma skokami przez czeluść na kolanach docieramy do szczytu.

Powrót jest dosyć prosty, ale trudny bo trzeba być czujnym w trakcie zjazdów i żywcowych odcinków zejścia oraz cały czas aż do samego namiotu należy być związanym. Nam zdarzyło  się wpaść do szczeliny niemal równocześnie 10 metrów od namiotu – dzięki Bogu nadal byliśmy związani.

  • 17.09 – szczęśliwi schodzimy do laguny Paron i wracamy do Huaraz.

Malownicze skałki Hatun Machay położone na wysokości powyżej 4 tys. metrów

  • 18.09 – jedziemy treningowo w skałki Hatun Machay na 4300 m n.p.m. – przechodzimy około 20 dróg do 6c+ OS.
  • 22.09 – Jarosław Botor ze względów rodzinnych musi wracać do kraju.

CHRUP – 5495 m.n.p.m., M5, 22.09.2015, OS (cała akcja od namiotu do namiotu 13,5 godz.)

Ze względów pogodowych (zaczynają padać kilkudniowe ciepłe deszcze) rezygnujemy ze wspinaczek na szczyty ponad 6 tys. i po konsultacjach z miejscowymi wspinaczami decydujemy się wspinaczkę na Chrup (5495 m n.p.m.).

CHRUP – 5495 m.n.p.m. M5, 22.IX.15 r., OS (cała akcja od namiotu do namiotu 13,5 godz.)

Samodzielnie organizujemy transport pod dolinę i z worami w wielką ścianę wędrujemy malowniczym, dzikim terenem pod lodowiec nad jeziorko na około 4600 m n.p.m. Kładziemy się o 19 i po chwili słyszymy jak krople deszczu spadają na nasz namiocik. O 1:00 wstajemy – jednak nadal kropi, więc pobudkę przesuwamy na 2.00 – jest poprawa, ale mamy wątpliwości !?!?!?

Lodowa grota na Churup

O 5:30 zaczynamy wspinać się stromym, lodowym kuluarem doprowadzającym nas pod ścianę. Zaczyna się właściwa ściana i poważne wspinanie – skała jest mokra, a tafle lodu wątpliwie trzymają się granitu. Czujemy moc, kolejne wyciągi prowadzimy szybko i sprawnie – bajkowe formacje lodu w partiach szczytowych wynagradzają trudy wspinaczki i szybko zdobyty szczyt sprawia wiele radości.

Zaczynamy schodzić do przełęczy i walczymy z kruchymi zjazdami urozmaicanymi lawinkami  kamienno -lodowymi, totalnie przemoczeni docieramy szczęśliwie do piargu i po 13,5 godz. docieramy do namiotu – padamy sobie w objęcia – jesteśmy szczęśliwi!!!

  • 23.09 – ODPOCZYWAMY !!!
  • 24.09 – organizujemy wyjazd na Sfinxa
  • 25.09 – wracamy do Doliny Paron i podchodzimy pod granitową perłę Ameryki Południowej Sfinxa.

SFINX – 5325 m.n.p.m.,26.09.2015, 6c+/7a, OS, 8 godz.

Zakładamy obozik na morenie i zanosimy szpej pod ścianę – czujemy respekt przed ścianą, ale też moc pozwalającą nam uderzyć w nieznane. Jak na poprzedniej wspinaczce w dolinie jesteśmy sami – jednak przed nastaniem nocy zza moreny wyłania się ekipa poznanych pod Artensoraju Francuzów, wzmocniona lokalnym wspinaczem i oznajmia nam, że chce wspiąć się na Sfinxa „naszą” drogą. Szybko informuję ich, że MY chcemy iść na lekko, szybko skoro świt na 10 godzin – z politowaniem patrzą na nas i życząc powodzenia znikają za kamieniami.

SFINX – 5325 m.n.p.m.,26.IX. 6c+/7a, OS, 8 godz.

26 września o 6.30 startujemy. Walczymy jak lwy – kolejne wyciągi szybko zostają za naszymi plecami i po 2 godzinach mamy za sobą już 6 trudnych długości liny. Dopada nas słońce i miło rozgrzewa zziębnięte ciało – dochodzimy do głównych trudności i… przechodzimy je sprawnie i pewnie.

Piękne wspinanie na Sfinxie

Kolejne wyciągi nie odpuszczają i do samego TOP-u, (stanowiska i przeloty z własnych punktów oraz labirynt filarków oraz rys). Trzeba być czujnym, aby nie wpakować się w ekstremy. Adaś znika za kolejnym rajbungiem i słyszę radość z końca drogi – jesteśmy na szczycie po 8 godzinach napierania – teren wokół szczytu  jest bezpieczny więc rozluźnieni radujemy się z końca wyprawy. Jeszcze tylko spacerek do przełęczy, trzy zjazdy i jesteśmy pod ścianą. JESTEŚMY SZCZĘŚLIWI!!!

Tu spotykamy cześć francuskiej ekipy, która z powodu trudności oraz problemów z odnalezieniem przebiegu drogi wycofała się ze ściany. Jeszcze tyko gratulacje, wspólna kawa, ciasteczko, kilka fotek całuski i zbiegamy do naszego namiociku

  • 26.09 – 3200 m n.p.m. wyjście treningowe w skałki; przechodzimy około 15 dróg do 7a+ OS oraz 7b RP.

Podsumowanie

Członkowie wyjazdu są członkami programu Polskie Himalaje (poprzednia nazwa Polski Himalaizm Zimowy) zorganizowanego pod patronatem PZA oraz Fundacji im. J. Kukuczki. Wyjazd był przez nas traktowany jako wewnętrzna unifikacja pozwalająca powiększyć nasze kwalifikacje i doświadczenie górskie. Pierwotnie mieliśmy uczestniczyć w wyprawie himalajskiej w Tybecie, jednak brak zgody ze strony „władz” okupanta chińskiego wpłynął na zmianę naszej decyzji.

Wyjazd uważamy za bardzo udany – cele szkoleniowo-unifikacyjne oraz wspinaczkowe zostały zrealizowane, udało się zdobyć trzy drogi na wysokich szczytach w dobrym stylu i czasie. Siła zespołu pozwoliła na właściwe dobranie celów, skuteczną ich realizację oraz właściwą współpracę. Ta wyprawa utwierdziła nas, iż kierunek naszych zespołowych poczynań jest właściwy i w naszym odczuciu rokuje nadzieję na kolejne udane wyprawy w najbliższym okresie.

Serdecznie dziękujemy wszystkim osobą, kibicom oraz instytucją które wsparły naszą wyprawę, a w szczególności naszym kochanym ŻONOM, Rodzinom, POLSKIEMU ZWIĄZKOWI ALPINIZMU, Fundacji Wspierania Alpinizmu Polskiego im. JERZEGO KUKUCZKI oraz firmom: HiMountain, Tendon, Eliteclimb,  IMEX, MTE, SZKOLE WSPINACZKOWEJ Haliny i Jacka Czech „W SKALE”

Z górskim pozdrowieniem
Jacek Czech 

Fot. archiwum: Adam Bielecki, Jarek Botor, Jacek Czech.

Comments

comments