Nazwa: Superdirettissima MSW

Wycena:  VI (wariant lodospadem WI 4/5)

Długość/wysokość:  800m

Przewodnikowy czas przejścia: 6-14h

Wystawa: N

Lokalizacja:  MOKo

Pierwsze przejście: 1974, 2-3 luty. Zespół: Denis Davis, Wojtek Kurtyka, Jacek Rusiecki.

Pierwsze przejście letnie : ?

Pierwsze przejście polskie: Wojtkowi Zaliczamy

Dojście / Dojazd / Logistyka:

wbij się aby kończyć przed zmrokiem, zejście z MSW warto znać lub przynajmniej zobaczyć 

OPIS:

Gdzieś w drugiej połowie tego pierwszego wyciągu za łatwe IV+ nawet miałem przyjemność urwać solidny trawnik na którym stałem z równoczesnym urwaniem dwóch kemp trawy w których miałem dziaby… Myślałem że takie rzeczy są niemożliwe a jednak spłynąłem na kolejną trawiastą półkę metr niżej z dźwiękiem chlapania błota pod rakami.

Widząc jak Adam wspina się w piątkowym kominie nad polem śnieżnym nad gruszką zwanym małym Bandziochem 3 razy proponowałem mu wycof, jednak po pierwsze miał w sobie bardzo dużo samozaparcia i odwagi do wspinania w tak nietrzymających trawach i śniegach a po drugie zwyczajnie nie było mu z czego zrobić wycofu. Gdy ja przeszedłem pierwsze 15metów komina powiedziałem mu że wspinanie na 35 metrowej lotnej z dwoma wątpliwymi przelotami kompletnie nie ma sensu, więc potraktowałem porządny ząb skalny z prawej jako stan i wypuściłem Adama na całe 70 metrów liny.

Gdy usłyszałem z góry że mamy dobry stan obciążyłem jeszcze mocno linę aby sprawdzić czy spadające wampiry nie uszkodziły naszej połówki po czym rozpocząłem wspinanie które z świadomością dobrej asekuracji wydało się o dwa stopnie łatwiejsze, gdyż mogłem sobie pozwolić na wychodzenie z raków i dziabek którym nie odważył bym sie zaufać na lotnej a tym bardziej na prowadzeniu. Tak jak mówiłem, niektóre przeloty były naprawdę słabej jakości.

Pod nietoperzem zakończyliśmy drugi wyciąg lotnej i zamieniliśmy się na prowadzeniu. Wspomnianego nietoperza przetrawersowaliśmy diagonalnym wariantem w lewo. Wspinaczka tą formacją była już nieco bardziej komfortowa, mimo jedynie czterech przelotów, jednak trawy zaczęły coraz częściej trzymać dziabki co dodawało nam otuchy.

Jednak nad nietoperzem musieliśmy przejść bardzo lawiniasto wyglądające 50metrowe pole śnieżne czyli Bandziochową ławkę która kończyła się dzwonem zwieńczonym łatwym kominkiem wyjściowym z nie trudniejszymi momentami niż trójka.

Nad polem śnieżnym z dzwonem szliśmy jeszcze do góry jakieś 100metrów by dotrzeć do miejsca gdzie zaczyna się skośne zacięcie trawersujące w lewo nakryte przewieszką, tuż nad wejściem do tego naszego zacięcia z superdiretisimy znajduje się gładkie zacięcie z Hakami na diretisimie. Tu: – przed trawersem zakończyliśmy trzeci wyciąg lotnej.

Czwarty wyciąg rozpoczął się czujnym wspinaniem w trawersie pod okapem, by po 30 metrach wspinania kompletnie mnie zaskoczyć, gdyż teren po przewinięciu się za wybrzuszenie za depresją, w zacięciu z okapem, wydawał się abstrakcyjnie trudny. Jednak zdjąłem rękawiczki i udało mi się go przejść na odlotach klasycznie zimowo trawersując go nisko w lewo i wychodząc w górę dopiero w ostatniej jego części- lekko przewieszonym zacięciem,, aż do pola śnieżnego, gdzie znalazłem się tylko z jedną dziabą gdyż musiałem wypiąć się z lążyków po zaklinowaniu się na amen drugiego czekana w ostatnich metrach trudności. Na szczęście udało mi się wyrwać zostawioną dziabe z rysy za pomocom drugiej dziaby spuszczonej na paru połączonych taśmach, i mogłem dalej kontynuować wspinanie licząc że znajdę w końcu jakieś miejsce na stanowisko lub przynajmniej przelot. Jednak dopiero po 15 metrach udało mi się założyć tylko mikrofrenda a do stanowiska pod skałką z pikniekiem brakowało mi jeszcze przynajmniej drugie tyle wspinania po polu śnieżnym w pełnym skupieniu i modlitwie aby mój partner mnie nie ściągnął.

Tak więc po paru chwilach spotkaliśmy się z Adamem pod kamieniem piknikowym szczęśliwi choć zmęczeni po tym naprawdę solidnym czwartym wyciągu lotnej, który zasługiwał naszym zdaniem na porządną szóstkę.

Piąty wyciąg od Pikniku zaczęliśmy trawersować w prawo wpierw po zachodzie Janczewskiego a potem po zachodzie Marusarza w kierunku Rynny Wawrytki na diretisimie by jakieś 50 metrów wcześniej odbić w lewo do kominka w filarze Zaręby na którego początku znaleźliśmy orientacyjne stanowisko zjazdowe, nad którym kontynuowaliśmy wspinanie prosto kominem z płytką wyjściową

Nad kominkiem na początku filara Zaręby zakręciliśmy w prawo, by po kolejnych parunastu metrach, odbić znowu w lewo, gdzie na początku tego zakosu zastaliśmy boulderowe miejsce, gdzie szeroko było trzeba stać na nogach. Następnie kontynuowaliśmy wspinanie dalej tym niewyraźnym kominkiem jakieś jeszcze 40metrów, by wyjść na bardziej wypukłą część filara Zaręby jaką jest Platforma Na KRAWĘDZI,

Z nad platformy na krawędzi można było kontynuować wspinanie ściśle filarem Zaręby przez jakieś ostatnie 80merów jednak ja pokierowałem się za mastertopo Głazka i po 20 metrach wspinaczki po zachodzie śnieżnym z prawej przeszedłem przez siodełko by po niewielkim obniżeniu wyjść następnie kolejnym paru metrowym polem śnieżnym do kominka o trudnościach III+ skąd do trawersowaliśmy już do ostatnich półtora długości naszej krótkiej liny w rynnie Wawrytki.

Nasze przejście zajęło nam 11,5 godziny do szczytu na pięć wyciągów lotnej.

 

Zejście / Zjazdy:

Hinczowa Wprost gdy nie jest lawinoasto, Gdy brak śniegu Hinczowa i potem do Szulakiewicza skąd do ż. Mnichowego, lub granią za Cubryną do Abgarowiczów (zdecydowanie prawy 😉 )  lub zjazdem do żlebu Zadniego Mnicha

Sprzęt:

normalny set

Historia Drogi:

ZDJĘCIA:

FILMY: